środa, 8 maja 2019

Gdy budzi się zwierz



 

Ośmioro dzieci uratowanych z obozu Gross-Rosen znajduje tymczasowe schronienie w opuszczonym dworku pośrodku lasu. Pomimo odzyskanej wolności, nie czują się bezpieczne. Hitlerowscy niedobitkowie, rosyjscy "oswobodziciele" oraz swobodnie biegające, wytresowane do zabijania, głodne psy, to tylko niektóre z ich nowych problemów. Odcięte od świata zewnętrznego dzieci, bez pożywienia i wody, staną w obliczu jeszcze poważniejszego zagrożenia – ich samych.


Wilkołak (2018, reż. Adrian Panek) już na wstępie opowieści oferuje widzom interesujący punkt wyjścia. Reżyser nie tylko interesuje się samym pokazaniem powrotu do zdrowia fizycznego, a przede wszystkim psychicznego, bohaterów, ale również zderzeniem ze sobą ich zmienionych, powykrzywianych przez realia obozu koncentracyjnego, zezwierzęconych charakterów. Zagłębia się w osobowość małych dzieci, czyli w umysły jeszcze nieukształtowane, w umysły, których socjalizacja została przewrócona do góry nogami. Do tej pory dla bohaterów normą były zwyczaje obozowe. Co się stanie, gdy tak ukształtowane umysły nagle uwolni się z pętających je oków terroru? Oczywistym jest, że spróbują dostosować się do nowej sytuacji. Jednak i to ostatecznie nie interesuje reżysera, ponieważ po wyciągnięciu bohaterów z jednej traumy (obóz koncentracyjny), momentalnie postanawia wrzucić ich w drugą (zaszczuci przez psy), całkiem podobną (zamknięci i zastraszeni) ale w szczegółach zupełnie odmienną (brak bezpośredniej zewnętrznej kontroli, a oprawca to zwierz). Kto stanie się katem, a kto ofiarą? kto pętającym, a kto oswobodzicielem? Czy egzystencję ludzką sprowadzić można do tak prosto brzmiących dychotomii? Dzieci to ludzie, co prawda jeszcze nie w pełni ukształtowani, ale już ludzie. Zewnętrzne bodźce (sytuacje) mogą sprawić, że w niektórych jednostkach może próbować obudzić się bestia. Czym dla "prawdziwych" wilkołaków, jest pełnia, tym dla dzieci w filmie stanie się wstyd, odrzucenie, zazdrość, zawiść… Szczególnie, gdy za plecami ciążą na nich doświadczenia wiadomej przeszłości.


Nowy film Panka błędnie odczytywany jest jako horror. To baśń, która nie chce nią być, niesamowitość zamknięta w ramy szarej rzeczywistości. Reżyser powstrzymuje się przed nachalną symboliką pozostawiając wszystko w gestii wyobraźni widza (tudzież dziecięcych bohaterów filmu). Balansowanie pomiędzy realizmem a iluzorycznym obrazem świata jest konceptem zamierzonym i udaje się dzięki zestawieniu ze sobą dwóch, pozornie wykluczających się, bardzo istotnych elementów opowiadanej historii. Klimat, zdjęcia, miejsce akcji, główni bohaterowie i ich zwierzęcy adwersarze pozwalają na wprowadzenie do filmu tej, tak bardzo przez wszystkich recenzentów podkreślanej, aury niesamowitości. Las, opuszczony dworek, częste panoramy, nastrojowa muzyka, dziecięcy bohaterowie wszystko to odrealnia film nadając mu fantastyczny blask. Natomiast owo zakotwiczenie historii w twardej rzeczywistości odbywa się na poziomie samego scenariusza. Nie dopuszcza on żadnych udziwnień, żadnych nawet symbolicznych (jak sny, czy wyobrażenia) odniesień do konwencji horroru (na ekranie nie będzie nam dane zobaczyć żadnego "prawdziwego" wilkołaka). I tak oto forma celnie spiera się z treścią, co fajnie koreluje ze sobą, gdy uświadomimy sobie fakt, że przecież przedstawiany jest nam świat widziany oczyma dziecka.


Podczas jednaj rozmowy z reżyserem wyszło, że najpierw planował zrobić horror na miarę zachodnich animal attack. Nawet jedna wersja scenariusza była w taki sposób napisana. Po jakimś czasie jednak przyszła refleksja (podobno  sam Andrzej Wajda czytając tę wersję scenariusza zwrócił uwagę, że przecież, ostatecznie te zwierzęta nie są niczemu winne) i z jednowymiarowego horroru film awansował na poziom niejednoznacznego kina antywojennego. Odważnego, ale nieprzekraczającego granic dobrego smaku i kto wie, czy nie najciekawszego w polskim kinie ostatnich lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz