Bohaterka wychodzi z lotniska i wsiada do taksówki. Rozpoczyna się podróż, która potrwa cały film. Niczym na scenie teatru rozgrywać się będzie potyczka dwójki bohaterów: kobiety (Dakota Johnson) i mężczyzny (Sean Penn). Pierwsze, na co kobieta zwróci uwagę, to dłonie kierowcy. Silne, spracowane, ale jednocześnie bardzo żywe (wybijające stale rytm na kierownicy). Kamera przenosi się na twarz pasażerki. Obserwujemy jej wędrujący wzrok, ale i dłonie, które raz za razem zbliżają się do ust. Zadbane, długie paznokcie przygryzane są delikatnie zębami gestem przywołującym skojarzenia z obgryzaniem paznokci u nastolatek.
Rozpoczyna się rozmowa. Początkowo o niczym ale później, szczególnie kierowca, skręcał będzie tematycznie w coraz to bardziej osobiste rejony. Słyszymy wykład na temat przesłanek, jakimi kierują się mężczyźni i kobiety będący w związku. Jakby pouczenie od kogoś bliskiego. Kamera nie przestaje śledzić dłoni i twarzy, oczu i palców bohaterów. Rozmowa schodzi na bardziej osobiste przeżycia. U pasażerki na plan pierwszy wychodzi brak bliskości z ojcem, u kierowcy tęsknota za nierozerwalnym związkiem (a może też za dziećmi?). Podróż jest długa ale nie dłuży się, bo konwersacja zajmuje bohaterów (i widza) bez reszty.
Słowa uznania dla dwojga głównych (i zarazem jedynych) aktorów. Dakota Johnson na swoich barkach niesie cały film. Podczas seansu ma się wrażenie, że bohaterka flirtuje z widzem używając do tego niewinnych gestów. Jest to efekt dużych zbliżeń zastosowanych w filmie, które skracają dystans do bohaterów sprawiając, że nasza relacja z nimi jest bardziej intymna. Na Seana Penna aktorsko również nie można narzekać, ale w tym przypadku to rola kobieca miała większy potencjał.
Nocą w Nowym Jorku (Daddio, 2023, reż. Christy Hall) to kameralna wiwisekcja, to filmowe zagłębienie się w umysły bohaterów i próba zrozumienia ich historii. Jak u każdego, także i u nich, na pierwszy rzut oka nie sposób dostrzec bolączek, pragnień i nadziei, jakie mają na przyszłość. Równie nieczęsto zdarza się, aby obce, przypadkowo zetknięte ze sobą osoby miały tyle wspólnego. Jednak, w czym i dlaczego są do siebie podobni, tego wprost się nie dowiemy. Reżyserka podrzuca nam tropy, jednak ostatecznie nie wskazuje konkretnych interpretacji. To zostawia widzowi. Duże brawa za finałowe pożegnanie, które obyło się bez oczywistego, z punktu widzenia fabuły, uściśnięcia dłoni.
Dwoje aktorów, taksówka i podróż. Jedna ta realna - mało istotna, druga ważna - symboliczna. Film opierający się na gestach i mimice twarzy, z której wyczytać można wszystko. Zderzenie dwóch, jakże pozornie różnych światów nie doprowadza do konfliktu, tylko wręcz przeciwnie, do wspólnoty odczuć. Niefortunny polski tytuł filmu myli potencjalne tropy interpretacyjne, kierując je (przynajmniej początkowo) w rejony Nocy na ziemi (Night on Earth, 1991, reż. Jim Jarmusch). Nie jest to do końca błąd, ale z pewnością oryginalny tytuł Daddio znacznie lepiej oddaje tematykę tego wielce udanego debiutu reżyserskiego Christy Hall.
Komentarze
Prześlij komentarz