środa, 14 marca 2018

W walce o tożsamość





- "Miejsce kobiety jest pod mężczyzna i za mężczyzną… w domu!" – krzyczy oprawca do głównej bohaterki. Na to stwierdzenie Ozge (świetna Violetta Schurawlow) nie chce i nie może się zgodzić. Bohaterka w dzieciństwie była molestowana seksualnie przez swojego ojca. Jej dramat jest tym większy, że w swojej tragedii jest zupełnie wyobcowana. Pozostali członkowie rodziny zachowują się jak gdyby problem nie istniał - bo dla nich rzeczywiście nie istnieje. Brat, a przede wszystkim matka, strofują bohaterkę za jej zachowanie (oziębłość dla ojca – oprawcy) ostatecznie "wyganiając" ją z domu. Ozge zostaje sama. Turczynka w Austrii, niemająca wsparcia u najbliższych, to nie wróży niczego dobrego. Jej wyobcowanie tylko się potęguje z racji pochodzenia. Na domiar złego bohaterka staje się świadkiem bestialskiego morderstwa dokonanego na innej Turczynce. Ozge zapewne stałaby się kolejną ofiarą, gdyby cała sytuacja wydarzyła się w Turcji. Uległość mężczyznom (wynikająca z wychowania) w naturalny sposób zaprowadziłaby ją prosto pod nóż mordercy. Ozge może i jest Turczynką, ale z pewnością nie jest ofiarą. W młodości skażona niesprawiedliwością (molestowaniem) związaną z rolami, jakie zmuszona jest pełnić kobieta w oparciu o religijne zasady (islam), stawia im widoczną kontrę. Na szczęście, na co dzień egzystuje już w zupełnie innym społeczeństwie (jest Turczynką, która mieszka w Austrii), dlatego odsuwa się od rodziny, rozpoczyna treningi walki wręcz (boks tajski) oraz podejmuje niebezpieczną "męską pracę" (nocny taksówkarz). Za wszelką cenę pragnie odciąć się od wszystkiego, co stereotypowo uznane jest za "tureckie". Niestety nie jest to takie proste.


Pomimo możliwości, jakie daje odmienny kulturowo kraj, Ozge wciąż miota się, nie potrafiąc ostatecznie znaleźć dla siebie właściwego miejsca. Cień wykorzystującego rodzica, ciągnie się za bohaterką sprawiając, że nie jest zdolna zbudować dojrzałego związku z mężczyzną. By móc w społeczeństwie funkcjonować, musi dokonać symbolicznego odwetu na ojcu. Dosłownie nie jest to już możliwe, bo pomimo, że były oprawca wciąż żyje, to jest już zupełnie zniedołężniały (już nawet nie mówi). Tym bardziej zrozumiała jest decyzja, jaką bohaterka podejmuje stojąc przed lustrem, zdzierając opatrunki zakrywające rany otrzymane w starciu z poszukiwanym mordercą. Poprzysięga "rozprawienie się" z nim, by czynem tym  pomścić siebie oraz wszystkie kobiety, które były i mogłyby stać się w przyszłości jego ofiarami. Dopiero wówczas Ozge osiągnie spokój, przestanie się szamotać wewnątrz samej siebie i będzie zdolna zaufać mężczyźnie.


Skąpany w czarnych barwach nowy film twórcy oscarowych Fałszerzy (Die Falscher, 2007, reż. Stefan Ruzowitzky) eksploruje obszary przypisane gatunkowi thrillera. To, oczywiście jedynie zasłona dymna, z której wyłania się obraz nierównej walki kobiet o miejsce we współczesnym, patriarchalnym świecie. Nie maiłoby to starcie wiele do zaoferowania widzowi, gdyby nie kreacja Violetty Schurawlow. Aktorka jest rewelacyjna, pełna widocznych i dobrze zagranych skrajności, w których to - w bardzo naturalny sposób - przechodzi od oschłości, szorstkości, nieufności, małomówności i brutalności aż po czułość, opiekuńczość, pełne zaufanie i zaangażowanie w nowo powstałe relacje. Skutecznie skupia całą uwagę widza na sobie i swoich problemach. Intrygowało mnie nie tyle to, jak bohaterka poradzi sobie z mordercą (bo to, znając ramy schematów mainstreamu, było raczej oczywiste), co z sytuacjami, jakie serwuje jej życie. Dlatego Piekło (Die Holle, 2017) nie jest o ściganiu mordercy, a o stawianiu czoła przeciwnościom bez względu na to, skąd by one nie pochodziły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz