Na gorąco: Niezniszczalna (Canary Black, 2024, reż. Pierre Morel)


W latach 90. w wypożyczalniach z kasetami wideo prym wiodły akcyjniaki klasy B. Marne aktorstwo, żaden scenariusz, nudne sceny akcji i fatalna realizacja - ot, zapychacz czasu dla nie mających żadnych wymagań maniaków kina. Nie było internetu, nie było streamingów, a do oglądania brało się absolutnie wszystko, co było dostępne. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że obejrzawszy najnowszy film z Kate Beckinsale, mam wrażenie, że przeniosłem się do tamtych zamierzchłych czasów. Niestety, nie była to podróż nostalgiczna.

Niezniszczalna dotyka realizacyjnego dna. Wcześniejszy film akcji aktorki Zwarcie (Jolt, reż. Tanya Wexler) z 2021 roku również nie powalał jakością, ale przynajmniej trzymał stabilny średni (niski) poziom. W Niezniszczalnej, Kate Beckinsale miota się niczym na szkolnym występie gimnastycznym, do którego ktoś ją siłą przymusił. Widać, że ona tego nie chce, a przez to i my, widzowie, tego nie chcemy. W tego typu filmach charyzma głównego bohatera to podstawa. W Niezniszczalnej ma się wrażenie, jakby aktorka nie za bardzo wiedziała, jak ma grać. Robi poważne miny i niezdarnie wygina ciało podczas kiepsko zrealizowanych sekwencji walk. Trudno się jej jednak dziwić, bo z takim scenariuszem tylko to jej pozostało.

W filmie oglądamy zlepek najbardziej ogranych klisz filmowych, które same w sobie nie są problemem (bo wiele filmów na nich się opiera), gdyby nie ich realizacja. To, jak ten film został zrobiony, woła o pomstę do nieba. Sceny akcji nie dość, że są fatalnie zrealizowane, to jeszcze w samym zamierzeniu są idiotyczne. Aż dziwne, że ten sam reżyser zrobił kiedyś całkiem udaną Uprowadzoną (Taken, 2008). Aby nie być gołosłownym, wspomnę tylko jedną kuriozalną scenę, w której główna bohaterka chwyta się dużego drona, aby dostać się do wysokiego wieżowca. Tak, dobrze się domyślacie, gdy będzie wracać, chcąc spotęgować emocje widzów, wyskoczy przez okno chwytając się owej maszyny w locie. Temu podobnych scen jest więcej. Najbardziej jednak boli, że sceny akcji są nudne. Fatalna realizacja sprawia, że kompletnie tracimy zainteresowanie, a to dla filmu akcji zabójstwo.

Pomimo nawiązań, lata 90. są już dawno za nami, a standardy ustanawiają takie serie filmowe jak Raid (2011-2014, reż. Gareth Evans), czy, oczywiście, John Wick (2014-2023, reż. Chad Stahelski). Czasy, gdy w trakcie scen walk ziewałem z nudów dawno odeszły w zapomnienie, a próba ich wskrzeszenia z góry skazana jest na niepowodzenie. Podsumowując, z niedowierzaniem przecierałem oczy oglądając Niezniszczalną, której jakości powstydziłyby się nawet przeciętne produkcje telewizyjne - zaczynam z przychylnością patrzeć na krytykowaną przeze mnie niegdyś serię Bez litości (The Equalizer 1, 2, 3; 2014, 2018, 2023; reż. Antoine Fuqua). Absolutna porażka.

Komentarze