środa, 13 czerwca 2018

Pozaludzkie zło





Już od pierwszej sceny obraz Kan-Cheung Tsanga pt. Intruder (Kong bu ji, 1997) chwyta za gardło zupełnie jak główna bohaterka swoją pierwszą z ofiar. Nic w tym dziwnego, ponieważ podstawowym i największym atutem filmu jest właśnie postać Yan, głównej bohaterki, w przekonującej interpretacji Chien-lien Wu. Jej upór i determinacja w powziętych działaniach fascynują, nie pozwalając nawet na moment oderwać od niej wzroku.


Główną bohaterkę poznajemy, gdy po dokonanym morderstwie "przejmuje" tożsamość swojej ofiary. Przekracza granicę kraju i rozgląda się za kolejną zdobyczą. Tym razem będzie to mężczyzna - wyrodny ojciec samotnie "wychowujący" córkę. Dlaczego właśnie on? Czego tak naprawdę Yan chce? Bardzo długo twórcy filmu udanie ukrywają motywy postępowania bohaterki. Wiemy tylko, że mamy do czynienia z osobą bezwzględną, niezwykle konsekwentną i... tyle.


Bardzo dobrze w filmie prezentuje się psychologia postaci. Pomimo swojego nieludzkiego charakteru, główna bohaterka zdaje się być bardzo "ludzka" (na swój nieludzki sposób). Jej bezwzględność skonfrontowana zostaje z niezwykle przekonująco zagranymi scenami tkliwości wobec kochanka, co tylko zwiększa przerażenie widza lub, jak w moim przypadku, fascynację, wobec tej postaci. Niczym zwierzę (drapieżnik) kieruje się jedynie instynktem zachowawczym prowadzącym ją do osiągnięcia zamierzonego celu. W mgnieniu oka Yan, potrafi "przeistoczyć się" z bezwzględnej tygrysicy w potulną kotkę. Socjopata w formie czystej, nieodczuwający żadnych emocji względem drugiego człowieka. Nieważne, czy to mężczyzna, kobieta, starsza osoba lub młodsza. Nawet wobec dzieci nie ma żadnych skrupułów - chociaż ten aspekt twórcy podają, do pewnego stopnia, w wątpliwość, jednak nie jako wyraz budzenia się w bohaterce zalążków "ludzkich uczuć", a bardziej jako przejaw instynktu macierzyńskiego samicy. Nie ma litości, dla nikogo stojącego jej na drodze.


Film Intruder jest jednym z lepszych reprezentantów słynnej hongkońskiej kategorii III. Obraz zbliżony do kina eksploatacji wychodzi poza jego ramy, ubogacając go szczególnie w zakresie relatywizmu moralnego protagonistów. Trochę chaotyczne, ale za to bardzo ładne zdjęcia podkreślają dzikość postępowania bohaterki (poza, oczywiście, jej bardzo dobrą grą aktorską). Jak na prawdziwy film kategorii III przystało, mamy w nim do czynienia ze sporą ilością scen przemocy, które służą jednak nie tyle do szokowania widzów, co w dużej mierze, do pogłębienia psychiki bohaterów.


Dekadencki charakter całego dzieła wspiera sposób, w który zostało sfilmowane. Na ekranie prawie przez cały seans panuje mrok. Wynika to, z jednej strony, ze sposobu filmowania, ale również z faktu, iż czas akcji przypada niemalże wyłącznie na porę nocną. Ponadto twórcy skąpali obraz w strugach deszczu, potęgując tym wrażenie wszechogarniającej beznadziei – z drugiej jednak strony, to właśnie ten deszcz przyczyni się do uratowania jedynej osoby, która przeżyła bezpośredni kontakt z tym nieludzkimi, lub lepiej napisać, pozaludzkim niebezpieczeństwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz