piątek, 26 października 2018

Na gorąco: Nine - Dziewięć (Nine) /2009/ - Rob Marshall




Film leżał od dłuższego już czasu (9 lat;) w mojej prywatnej "poczekalni filmowej", oczekując na swoją kolej (zapewne podświadomie spodziewałem się tego, co zobaczę, dlatego odkładałem seans). Niedawno nadarzyła się ku temu stosowna okazja i - muszę tak napisać - mam go już za sobą! Niestety, wszystkie obawy, które miałem względem filmu potwierdziły się. Podobną wydmuszkę, zrealizowaną na tak wielką skalę naprawdę „ze świecą szukać”. Co za sława, co za rozmach, co za blichtr. Niestety za tym wszystkim nie kryje się nic poza oklepanymi truizmami. W zamyśle całkiem ciekawy – musicalowa wersja Osiem i pół Felliniego (8 ½, 1963) – finalnie ociera się o śmieszność. Rozterki Guido (Daniel Day-Lewis) są tak płytkie, tak trywialne, że dorównują im jedynie teksty prymitywnie napisanych piosenek. Do tego elementu filmu mam zresztą największe zastrzeżenia. Czego jak czego, ale od musicalu wymagam piosenek na najwyższym poziomie – toż to w nich przecież tkwi jego serce. Po zrealizowaniu tak dobrego obrazu jakim był Chicago (2002), po Marshallu oczekiwałem czegoś więcej niżeli tekstów o klepaniu po tyłkach (nawet tak atrakcyjnych jak te należące do Penelope Cruz) i powierzchownych odniesień do Freudowskich teorii upatrujących powodów każdego dorosłego działania w dzieciństwie.


Nie jestem fachowcem ale w kwestii muzyki film również nie reprezentuje niczego nadzwyczajnego. Wystarczy napisać, że absolutnie żadna melodia nie zapisała się w mojej pamięci na dłużej. Natomiast, cóż tu mamy za obsadę: Daniel Day-Lewis i cały orszak gwiazd kobiecych m.in. Marion Cotillard, Judi Dench, Sophia Loren, Nicole Kidman, Kate Hudson, Fergie Duhamel.  Niestety, aż żal serce ściska, że główny bohater musi się zmagać z tak "płytką" rolą. Z kobietami jest nawet jeszcze gorzej. Aktorki pojawiające się w filmie wyglądają, ale zdecydowanie nie grają.  W sumie nie ma się czemu dziwić, gdyż grać tam nie ma czego. Na obronę napiszę, że w tym gąszczu nijakości broni się, rozbłyskująca na moment, rola Nicole Kidman. Niestety, tym dobitniej podkreśla to nijakość reszty obsady. Piękne buźki, nawet największych gwiazd kina, nie zastąpią solidnie napisanego scenariusza i dobrej realizacji. Może problem tkwił w moich rozbuchanych oczekiwaniach? Nie wiem. Nie mniej jednak uważam, że Marshall tym filmem popełnił jedno z największych rozczarowań w dziejach kina.
Ocena 3/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz