Atrakcyjność zła


"Chyba wiem, czemu to zrobiłaś.(...) Chciałaś, żebym pozbawił cię życia, którego masz dość. Spełnię twoje życzenie".

Od samego początku seansu koreańskiego miniserialu Czy drzewo upada bezgłośnie? (Amudo eobsneun supsokeseo, 2024) na ekranie przeplatają się dwie płaszczyzny czasowe. Dzisiejsze wydarzenia mieszają się z tym, co było dwadzieścia lat temu. Podobne miejsca i sytuacje, odmienni ludzie, to samo nieszczęście. Konstrukcja serialu przywodzi na myśl przypowieść, w której twórcy robią wykład o niszczycielskiej sile zła. Brzmi banalnie, jednak na ekranie wygląda imponująco. Dwóch właścicieli miejsc noclegowych w małych miejscowościach zmagać się będzie z nieprzewidywalną siłą przypadku. O ile jednak nieszczęście spadło niespodziewanie, to już to, czy żaba (czyli bohaterowie) przypadkowo trafiona kamykiem, odwołując się do treści bajki przywoływanej w serialu, podniesie się po tej tragedii, zależeć będzie już tylko do niej samej.

Najjaskrawszą i najlepiej ukazaną w serialu emanację zła stanowi postać Seong-ah Yoo (Min-si Go). Fascynuje i przeraża zarazem. Min-si Go jest w tej roli rewelacyjna. Początkowo delikatna i intrygująca, z czasem coraz wyraźniej ukazuje swoją prawdziwą, paskudną twarz. Twarz zła irracjonalnego, nieokiełznanego i nieogarnionego ludzkim umysłem - pomimo, że na pierwszy rzut oka, tak zwyczajnego. Wszyscy, z którymi się zetknie, wpadają w jego sidła, wszyscy bezwiednie zostają nim skażeni. Czy jest na to jakaś rada? Czy możemy zapobiec rozprzestrzenianiu się tej, tak od zawsze przynależącej do gatunku ludzkiego, zarazy? Tak! Parafrazując słowa Edmunda Burke: dobrzy ludzie nie mogą stać bezczynnie widząc zło, nie mogą pozwolić sobie na grzech zaniechania i muszą zrobić cokolwiek, by zatriumfowało dobro. Muszą zacząć działać.

Czy drzewo upada bezgłośnie? to opowieść o tym jak zgubne potrafi być zło. Wystarczy niepozornie się o nie otrzeć, dotknąć delikatnie, by zatruło całe nasze życie. Jedno drobne przeoczenie, niewinna niepewność, opuszczenie gardy, a już rozpanoszy się jak u siebie. Ciężko dać mu odpór bo jest atrakcyjne, inteligentne, tajemnicze, a przez to kuszące. Zasiewa ziarenko fascynacji, które jeżeli nawet nie wykiełkuje, to zalęgnie się głęboko i drażni niczym drzazga wbita pod paznokieć. I najgorsze wcale nie jest to, że wpływa na twoje otoczenie, że niszczy wszystko i wszystkich wokoło (to również), tylko, że oddziałuje bezpośrednio na ciebie. Zmienia cię, ciągnąc beznadziejnie na samo dno. Jedynym rozwiązaniem jest zduszenie go w zarodku, wyrobienie w sobie odruchu bezwarunkowego, który pozwoli odciąć się do tego co złe. Istotne jest, by stale walczyć, by nigdy nie pozostawać biernym, by nigdy nie godzić się na zło.

Komentarze