Funkcjonując w ciągłej strefie zagrożenia


Strefa gangsterów (MobLand, 2025, sezon 1) to serial jakich tysiące, ale jak gdyby całkiem osobny. Od razu widać, że za jego realizację zabrali się ludzie, którzy doskonale znają się na rzeczy. Z jednej strony twórcy umieją sprawnie poruszać się w obrębie wybranego gatunku filmowego (kina gangsterskiego), z drugiej strony rozumieją, czego oczekują obeznani z nim widzowie. To drugie jest szczególnie ważne w kontekście tego pierwszego, bo bardzo łatwo było ten serial zepsuć, pogrążając go w utartych schematach.

Rodzina przestępcza Harriganów poszerza swoją strefę wpływów na lokalnym rynku. Problemem jest nie tylko konkurencja, ale również członkowie własnej rodziny. Centralną postacią serialu jest Harry (Tom Hardy), który w organizacji pełni rolę człowieka od wszystkiego. Sam bezpośrednio do rodziny nie należy, ale z powodu pewnych okoliczności staje się jej nieformalnym członkiem - przynajmniej dla niektórych. 

Postać Harry’ego w serialu wymyka się schematowi zwykłego "cyngla" mafii. Oczywiście, gdy zajdzie taka potrzeba, zawsze zrobi "co potrzeba", jednak przemoc jest tylko opcją, a nie jedynym wyborem (który ostatecznie w serialu stosuje się niezwykle często). Harry jest niby typowym mięśniakiem, ale wyróżnia się inteligencją oraz chłodnym, racjonalnym, a przez to trafnym oglądem sytuacji. Jego zdanie liczy się do tego stopnia, że ma poważanie u samego herszta rodziny, czyli Conrada Harrigana (Pierce Brosnan).

Pracę, którą wykonuje Harry, przyrównać można do służby strażaka lub lekarza na ostrym dyżurze. Zawsze w biegu i pod ciągłą presją czasu, stale coś załatwia - zarówno w kwestiach "zawodowych", jak i prywatnych. Członkowie rodziny Harriganów tej pracy bynajmniej mu nie ułatwiają, raz za razem pakując się w kłopotliwe sytuacje, które Harry musi dźwigać na własnych barkach. Bohater radzi sobie w takich sprawach wyśmienicie, ale cierpi na tym jego życie prywatne - żona i córka są przez niego notorycznie zaniedbywane. Czy można w takim związku funkcjonować przez dłuższy czas?

Pomimo że postać Harry’ego w serialu jest kluczowa, wokół niej krążą bohaterowie poboczni - niemniej ciekawie skonstruowani i, co najważniejsze, naprawdę dobrze zagrani. Maeve Harrigan (Helen Mirren), Richie (Geoff Bell), Kevin Harrigan (Paddy Considine), a nawet Eddie Harrigan (Anson Boon) - wszyscy oni to prawdziwy top aktorski. Moim osobistym faworytem pozostaje jednak postać Conrada Harrigana w rewelacyjnej interpretacji Pierce'a Brosnana. Jest ona dla mnie tym bardziej zaskakująca, ponieważ nigdy nie uważałem go za wybitnego aktora. Jego najbardziej znana rola - Jamesa Bonda - zagrana była co najwyżej poprawnie. To jednak, co zobaczyłem w Strefie gangsterów, sprawiło, że musiałem zrewidować swoją wcześniejszą opinię na jego temat.

Conrad Harrigan to postać przesiąknięta złem, ale złem niejednoznacznym. Gdy już wydaje nam się, że go przejrzeliśmy i zaszufladkowaliśmy jako niezrównoważonego frustrata, który z łatwością rozgrywany jest przez swoją żonę, Maeve (Helen Mirren), wykonuje on zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, ukazując swój przewrotny charakter - nawet wobec wieloletniej partnerki życiowej. Postać Conrada Harrigana autentycznie przeraża. Balansuje na granicy widocznego szaleństwa, sprawiając, że nikt - nieważne, czy przyjaciel, wróg, czy nawet rodzina - nie może w jego towarzystwie czuć się bezpiecznie.

Twórcy serialu Strefa gangsterów ewidentnie umieją grać w film gangsterski. Zaobserwować to można w budowie wspomnianych bohaterów, ale również w akcentach fabularnych, rozkładanych nieszablonowo, lecz z wyczuciem i z uwzględnieniem znajomość gatunku przez widzów. Pod tym względem szczególnie ciekawie prezentują się końcowe rozwiązania scenariuszowe. Do tej pory jestem pełen uznania dla wolty na rzecz najstarszego syna rodziny Harriganów - Kevina. Imponuje również brak kompromisów w zakresie zakończenia wątków postaci zdawałoby się kluczowych (prawniczki rodziny oraz Richiego). Zastosowana zostaje formuła podwójnego łamania schematu.

Scenarzyści prowadzą fabułę w taki sposób, by w pewnym momencie zaskoczyć widza nieszablonowym rozwiązaniem. Jest to jednak normalne i oczekiwane, dlatego na tym nie kończą i w momencie, gdy z twarzy widza nie zszedł jeszcze grymas zaskoczenia, fundują mu kolejny zwrot akcji. W serialu są co najmniej dwa takie momenty. Imponuje to tym bardziej, że poruszamy się w obrębie mocno wyeksploatowanego gatunku, jakim jest film gangsterski. Dawno już nie bawiłem się tak dobrze przy kinie gatunkowym. Nie będę ukrywał, że na drugi sezon serialu bardzo czekam, ale mam z nim również pewne obawy. Czy twórcy będą w stanie dosięgnąć tak wysoko zawieszonej przez siebie poprzeczki? Chcę wierzyć, że im się to uda.

Komentarze