czwartek, 3 stycznia 2019

Podsumowanie filmowe A.D. 2018




Poniżej moje podsumowanie filmowe ubiegłego roku. Ulubiona dziesiątka (11) ogranicza się do obrazów z okresu dziesięciu ostatnich lat.




Tym razem "wyliczankę" rozpocznę od miejsca ostatniego:



11.
Śmierć nadejdzie dziś (Happy Death Day) – reż. Christopher Landon


Co prawda nawiązania do Dnia świstaka i 12:01 są aż nazbyt oczywiste, jednak nie ujmuje to filmowi nadzwyczajnej świeżości albo, lepiej napisać, wyjątkowej witalności. Dziej się tak za sprawą trzech czynników: pierwszym jest konwencja horroru, która uzasadnia powroty do przeszłości bohaterki (śmierć z ręki mordercy), drugim, sama główna bohaterka (Jessica Rothe), swoją charyzmą mogąca zastąpić pozostałą część obsady, i na koniec, przywodzący na myśl nieme komedie, slapstickowy charakter obrazu. Niezwykle pozytywnie nastrajający obraz pomimo, konwencji horroru. Liczę na jeszcze więcej zabawy w zapowiedzianej na ten rok kontynuacji.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


10.
The Divide – reż. Xavier Gens

 

Jedno z moich filmowych odkryć a zarazem największych zaskoczeń roku. Gens, na co dzień najwyżej przeciętny twórca w tym jednym, konkretnym przypadku, wspina się na poziom bliski arcydziełu. Jego historia "inwazji" zachwyca surowością obserwacji człowieka postawionego w sytuacji kryzysowej (człowiek, człowiekowi wilkiem). Zamiłowanie twórcy do ekstremy nadaje obrazowi wymowny dekadencki sznyt. Przebłysk geniuszu albo splot różnych szczęśliwych sytuacji sprawiają, że Gens tworzy dzieło życia przy którym jego poprzednie/przyszłe porażki przestają mieć znaczenie. Trochę więcej tutaj.


9.
Little Sister – reż. Zach Clark


Niepozorny, stonowany, pozbawiony gwałtownych zwrotów akcji. Każda z przedstawionych postaci jest na zakręcie swojej drogi życiowej. Nieśpieszna narracja filmu współgra z procesami, które zachodzą we wnętrzu bohaterów. Opowieść o rodzinie, która rozdarta będzie do momentu, aż jej członkowie nie skonfrontują ze sobą drzemiących w nich demonów. Katharsis nadejdzie, ale bez spektakularnych fajerwerków, tak po prostu, po ludzku.


8.
Trzy billboard za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Missouri) – reż. Martin McDonagh


Nie pamiętam już takiego roku, w którym w mojej pierwszej dziesiątce znalazłoby się aż dwa filmy z Oscarowego wyścigu. Trzy billboardy(…) to przede wszystkim świetnie nakreślone postacie. Ich charaktery, a poprzez to i postępowanie, z jednej strony wpisują się w ulubioną przez Hollywood poprawność polityczną, z drugiej jednak trochę się z niej naigrawają. Dobro ze złem walczą o duszę człowieka i od nas samych oraz ludzi z którymi zetknie nas los, zależeć będzie, która z tych "sił" wygra. Aktorsko, Sam Rockwell, pomimo sporej konkurencji, kopie wszystkim tyłki.


7.
Super Dark Times – reż. Kevin Phillips


Rozpoczyna się jak typowy teenage movie, po czym płynnie przechodzi w mroczny thriller psychologiczny kończąc z atmosferą zarezerwowaną dla horrorów. Bezpretensjonalna podróż do wnętrza umysłu, w którym kiełkuje ziarno przemocy. Twórcy bawią się przyzwyczajeniami widzów mieszając konwencję, a w powietrzu unosi się przyjemna aura dzieł Dostojewskiego.


6.
O czym wiedziała Maisie (What Maisie Knew) – reż. Scott McGehee, David Siegelb


Subtelnie o tym, co w życiu najważniejsze. Nierozłączny duet reżyserski tym razem opowiada o obcości wśród najbliższych i o bliskości wśród obcych. Trafionym zabiegiem jest wprowadzenie narracji subiektywnej poprowadzonej z punktu widzenia małej Maisie. Dziewczynka nie ocenia, nie potępia, obserwuje najbliższe jej osoby dostosowując się do ich zachowania. Jej miłość promieniuje na wszystkich, jednak nieliczni są w stania to czyste, pierwotne uczucie odwdzięczyć. Pozytywny w odbiorze, gorzki w znaczeniu, jeden z najpiękniejszych melodramatów jakie w ostatnich latach miałem okazję obejrzeć. Więcej tutaj.


5.
Miłość od pierwszego ugryzienia (Les combattants) – reż. Thomas Cailley


Polski tytuł filmu kojarzy się z jakimś wampirycznym romansem. Nic bardziej mylnego. Nietypowa opowieść miłosna lub bardziej opowieść o fascynacji drugim człowiekiem i jego "pewnością" życiową. Madeleine (Adele Haenel), to silna, młoda kobieta zawstydzająca mężczyzn w rzeczach typowo samczych (survival). Arnaud (Kevin Azais) to zagubiony chłopak poszukujący dla siebie miejsca we współczesnym świecie. Los przypadkowo zetknie bohaterów ze sobą. Mógł to być kolejny film o wyzwoleniu kobiet i o kryzysie męskości, ale to by było zbyt proste. Bohaterka, z jednaj strony, bezwzględnie upokarza instytucje zadufane w swojej błędnej pewności, co do zachowań człowieka (wykład o rzucaniu się, dla dobra ogółu, na odbezpieczony granat), z drugiej strony, poprzez swoją teoretyczną "samowystarczalność" nie nadaje się do życia w społeczeństwie. W finale, to "słaby" fizycznie i mentalnie mężczyzna okaże się silniejszy psychicznie ponieważ razem z pewnością kobiety pojawia się pycha, która zawsze kieruje ku zgubie.


4.
Nić widmo (Phantom Thread) – reż. Paul Thomas Anderson


Nawet mnie to zaskoczyło, że z Oscarowej konkurencji, to właśnie ten obraz wyrył się w mojej pamięci najmocniej. Anderson przemienia na pozór nieatrakcyjny towar (historia projektanta ubrań) w złoto. Rzecz jasna dzieje się tak dlatego, że interesuje się nie tyle opowiadaną historią, co bohaterami, a ci zarysowani są w iście mistrzowski sposób. Na plan pierwszy wysuwają się trzy postacie: główny bohater, jego podstarzała, zaborcza siostra, oraz "nowo nabyta" muza projektanta. Dużym zaskoczeniem jest, że z tego bardzo zaciętego i wyrównanego pojedynku aktorskiego zwycięsko wychodzi ta ostatnia postać. Grająca ją  Vicky Krieps deklasuje samego Daniela Day-Lewis, tworząc intrygującą kreacje osoby "wyszarpującej" sobie miejsce w nieprzyjaznym, męskim świecie. Bohaterka nie ma złudzeń, dlatego nie posiada skrupułów. Kolejny już raz obserwujemy, że za sukcesem mężczyzny kryje się silna kobieta.


3.

Sicario 2: Soldado (Sicario: Day of the Soldado) – reż. Stefano Sollima


Rzadka to rzecz, acz możliwa, by kontynuacja dogoniła jakościowo swój filmowy pierwowzór. Pomysł, pomysł i jeszcze raz pomysł, a do tego (co niezbędne) odpowiedni ludzie do jego realizacji. W taki oto sposób otrzymujemy mix gatunkowy, w którym twórcy kłaniają się z szacunkiem swojemu poprzednikowi, śmiało i pewnie krocząc własną, świadomie wybraną, ścieżką. Tak winny być robione kontynuacje. Więcej tutaj.


2.

Cisza niebios (O Silencio do Ceu) – reż. Marco Dutra


Dramat, który dotyka bezpośrednio kobietę (gwałt) ale odczuwamy go głównie z punktu widzenia mężczyzny. "Głowa rodziny" – mężczyzna - nie potrafi sprostać oczekiwaniom, które stawia mu współczesny świat (obrona, a później pomsta za naruszenie "cnoty"). Słabość jego charakteru uwidocznia się tym mocniej, gdy zestawimy go z dominującą osobowością kobiety. Reżyser zagłębia się w problemy współczesnej rodziny, w której tradycyjne role społeczne zanikają lub zostają odwrócone. Duża przewrotność w filmie wynika z naszych przyzwyczajeń (nie tylko filmowych), które reżyser brutalnie obnaża. Niesamowita rola Caroliny Dieckmann, która pociąga seksualnością kobiety spełnionej  oraz wzbudza szacunek emanującą z jej wnętrza siłą charakteru.



1.

Nigdy cię tu nie było (You Were Never Really Here) – reż. Lynne Ramsay


W tym roku film Lynn Ramsey nie miał dla siebie żadnej konkurencji. Podobało mi się w nim praktycznie wszystko: świetnie napisani główni bohaterowie, ich aktorskie interpretacje, niejednoznaczna historia, sposób prowadzenia narracji, muzyka itd. Czuć w nim pewną rękę kobiety, która dosłowną brutalność zastępuje senną sugestywnością. Sugeruje tym wyprawę do wnętrza głowy głównego bohatera, który na swój własny sposób musi radzić sobie z pochłaniającą go traumą. Film do wielokrotnego stosowania – z przyjemnością. Więcej tutaj.




Dodatkowo 5 najlepszych filmów sprzed roku 2000:


5.
Noc komety (Night of the Comet) – reż. Thom Eberhardt




4.
The Rocky Horror Picture Show – reż. Jim Sharman




3.
Empire Records – reż. Allan Moyle




2.
Kochiyama soshun – reż. Sadao Yamanaka



1.
Kong bu ji – reż. Kan-Cheung Tsang





Ponadto, 25 filmów (bez względu na rok powstania), które zdecydowanie było warto (kolejność przypadkowa):


- Rust and Bone (De rouille et d'os) – reż. Jacques Audiard
- Opiekunka (The Babysitter) – reż. McG
- Kung Fu Szał (Kung fu) – reż. Stephen Chow
- W ułamku sekundy (Aus dem Nichts) – reż. Fatih Akin
- Verónica – reż. Paco Plaza
- Zabicie świętego jelenia (The Killing of a Sacred Deer) – reż. Yorgos Lanthimos
- Anihilacja (Annihilation) – reż. Alex Garland
- Hostiles – reż. Scott Cooper
- Calibre – reż. Matt Palmer
- Na samym dnie (The Deep End) – reż. Scott McGehee, David Siegel
- Ghostland – reż. Pascal Laugier
- Zemsta (Revenge) – reż. Coralie Fargeat
- Trans (Trance) – reż. Michael Almereyda
- Izolacja (Isolation) – reż. Billy O'Brien
- Upgrade – reż. Leigh Whannell
- Cienie śmierci (Jittemai) – reż. Hideo Gosha
- May – reż. Lucky McKee
- Efekty (Results) – reż. Andrew Bujalski
- Stephanie – reż. Akiva Goldsman
- Zimna wojna 2018- reż. Paweł Pawlikowski
- Lilie wodne (Naissance des pieuvres) – reż. Céline Sciamma
- Cała zima bez ognia (Tout un hiver sans feu) – reż. Grzegorz Zgliński
- Mandy – reż. Panos Cosmatos
- Pod ciemnymi gwiazdami (Beast) – reż. Michael Pearce
- W szklanej klatce (Tras el cristal) – reż. Agustín Villaronga




Najlepsze seriale:


Twin Peaks sezon 3 (2017)


Rewelacyjny powrót Lyncha do kultowego miasteczka, tym trudniejszy z powodu stworzenia nie tyle kolejnego niezależnego sezonu, co bezpośredniej, płynnie łączącej się z poprzednimi dwoma sezonami i filmem kinowym, kontynuacji. Niesamowita jak na nasze czasy produkcja, dopiero teraz nabierająca pełniejszego kształtu. Trochę więcej w następnym poście.


One-Punch Man sezon 1 (2015)


Rewelacyjna zabawa z konwencją filmów superbohaterskich. Główny bohater całkowicie przełamuje schemat, w którym progres postaci stanowi siłę napędową serii. Opowieść rozpoczyna się od poinformowania widza, że Saitama jest niepokonanym herosem (z każdym przeciwnikiem wygrywa tytułowym jednym uderzeniem). Czy z takiego punktu wyjścia można coś ciekawego wykrzesać? Oj, można, ze znudzeniem i depresją egzystencjalną głównego bohatera na czele - a to dopiero początek. Z nieudawaną niecierpliwością czekam na 2 sezon zapowiadany na kwiecień bieżącego roku. Więcej tutaj.



Rozczarowanie roku:


Tomb Raider – reż. Roar Uthaug/Nine - Dziewięć (Nine) – reż. Rob Marshall

 

Nie mogłem zdecydować się, który z tych dwóch filmów bardziej mnie zawiódł, dlatego postanowiłem "uhonorować" obydwa. Poziomowi mojego zażenowania podczas seansu dorównywała jedynie moja złość na twórców za tak wierutny gwałt na inteligencji widza. Dwa modelowe przykłady bezczelności twórców chcących prawdziwe kino zastąpić błyszczącymi fajerwerkami. Trochę więcej tutaj i tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz