czwartek, 27 sierpnia 2015

Podnosząc się z kolan



Człowiek to istota, która jest się w stanie do wszystkiego przyzwyczaić.
Fiodor Dostojewski


Wyniszczona w obozie koncentracyjnym Nelly, po upokarzającej kontroli granicznej, powraca do ojczyzny – Niemiec. Jadąc nocą przez most, wjeżdża prosto w oślepiającą jasność. Nowego życia zdaje się to być symbol. Czy lepszego, bo bez wojny i nazistów? Tak prosto - niestety - nie jest.


Nelly powraca do domu, którego już nie ma. Rodzina oraz większa część przyjaciół i znajomych już nie żyje. Ci, którzy przetrwali, często noszą w sobie piętno nazizmu. Czy w takiej sytuacji można mówić o powrocie do dawnego życia? Nelly usilnie będzie się starać. Starać się będzie z całych sił, nie zważając na przytłaczającą moc faktów i prawdę, której nie sposób zaprzeczyć. Dodatkowo Nelly wraca z wojny podwójnie stratna. Po pierwsze, zatraca samą siebie. Okrucieństwa wojny niszczą jej psychikę, kiereszując ją bezpowrotnie pozostawiają widoczne ślady (apatyczne zachowanie bohaterki). Po wtóre, jakby tego było mało, z powodu otrzymanych ran, niezbędna jest rekonstrukcja twarzy Nelly. Bohaterka broni się przed nią zacięcie, chcąc zachować przynajmniej część siebie z dawnych lat. Niestety, zabieg jest nieunikniony, tak jak i jego skutki, które zmieniają ją w zupełnie nowego i, co tragiczniejsze dla niej samej, obcego człowieka.  W tej sytuacji aby zachować siebie chwyta się jedynej realnej osoby przynależącej do jej przeszłości – męża. Głucha i ślepa na siłę faktów, brnie w tę iluzję trzymając się jej kurczowo, niczym topielec ostatniej deski ratunku. Jednak w świecie okrucieństwa nie ma już uczuć, a jedynie wola przetrwania.


Fabularny punkt wyjścia nowego filmu Christiana Petzolda pt. Feniks (Phoenix, 2014), gdy się go opowiada, zdaje się, jeżeli nie śmieszny, to co najmniej groteskowy. Wzięta za obcą osobę bohaterka zostaje zaangażowana przez własnego męża do odegrania roli siebie samej w celu wyłudzenia spadku. Brzmi trochę, jak historia wyjęta z taniego romansu – intrygująca, ale nazbyt nierealna. Reżyser jednak doskonale broni się wygrywając film nutami, wśród których nie uświadczy się choćby jednego fałszywego dźwięku. Formalnie cały obraz zatopiony jest w poetyce nawiązującej do tradycji ekspresjonizmu niemieckiego. Nasycenie jaskrawymi barwami oraz kompozycja kadru robią spore wrażenie. Nie to jednak stanowi najjaśniejszy element filmu. Psychologiczna prawdziwość postaci w obliczu historii ocierającej się o groteskę, plus świetnie poprowadzona akcja sprawiają, że film autentycznie przejmuje. To, co mogło przyczynić się do jego porażki, stało się powodem bezapelacyjnego zwycięstwa. Świetnie napisany scenariusz daje możliwość aktorom do rozbudowania złożonych relacji psychologicznych odgrywanych postaci. Oszczędny w słowach operuje gestami, dosadniej oddającymi emocje targające bohaterami. By jednak takiej sztuki dokonać, potrzebni są nie lada aktorzy. Reżyser doskonale zdaje sobie z tego sprawę współpracując od lat z tym samym zespołem ludzi, na czele z rewelacyjną Niną Hoss. Jeżeli ktoś widział wcześniejsze dokonania aktorki, ten wie, czego można się po niej spodziewać, jeżeli nie, to niech szybko to uchybienie nadrobi. Ten film to spektakl jednego aktora - Niny Hoss właśnie. Nikt nie jest w stanie odebrać jej absolutnej dominacji na ekranie (jeszcze bardziej jest to widoczne we wcześniejszym filmie tego samego reżysera pt. Barbara). Przyznać się muszę, że od jakiegoś już czasu jestem tą aktorką całkowicie urzeczony.


W jednym z wywiadów reżyser mówi, że to państwo niemieckie jest symbolicznym Feniksem z tytułu. Z pewnością tak (wszak to opinia samego twórcy), ale moim zdaniem nie tylko. Czymże jest państwo jak nie ludźmi (również), czyli obywatelami, takimi jak główna bohaterka? W przypadku Nelly oczywiście, jak to w życiu bywa, nie jest to "modelowe odrodzenie" - ale kto by tego oczekiwał, od kogoś z jej bagażem doświadczeń. Bohaterka podnosi się z "martwych" etapami. Pierwszy etap, dla widza bezpośrednio niewidoczny, następuje w momencie oswobodzenia jej z obozu koncentracyjnego. Symbolem jest wspomniany wcześniej wjazd bohaterki na most z początku filmu. Kolejny kluczowy moment, to rekonstrukcja twarzy, która czyni z niej inną kobietę. Pozornie rozbija to bohaterkę, która długo nie potrafi pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Ponownie Nelly definiuje samą siebie (starą siebie) w momencie przygotowywania się do roli, którą ma odegrać. Można napisać paradoksalnie, że odgrywanie samej siebie pozwala jej na zdefiniowanie się w "nowej skórze". Podczas tego procesu idealizuje męża, usprawiedliwiając nawet wówczas, gdy dowody jego winy są ewidentne. Cały ten proces, który następuje, jest jak gdyby przyzwyczajaniem się do sytuacji, w jakiej bohaterka musi się odnaleźć. Ptak podnosi się, powoli nabiera sił, by ostatecznie rozwinąć swoje skrzydła w scenie finałowej. Tam następuje  "otrzeźwienie", które wraz z wykonywaną piosenką odradza Nelly już ostatecznie. Bohaterka już niczego nie próbuje zatuszować, przeciwnie, uczciwie bierze na siebie odpowiedzialność za rzeczywistość, jakiej stawia czoło już w pełni swoich nowych, odrodzonych sił. Jest już na tyle mocna, by wkroczyć w ten świat, który na równi z nią powstał z martwych.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Krytyka zasad kodeksu bushido w filmach twórców jidai-geki lat 60. XX wieku – Akira Kurosawa (2)


Kolejny film reżysera z gatunku jidai-geki wydaje się w swojej wymowie dla japońskich wojowników łagodniejszy. Czy jednak jest taki naprawdę? W Ukrytej fortecy (Kakushi toride no san akunin, 1958), bo o tym obrazie mowa, uwaga Kurosawy skierowana jest w stronę dwóch samurajów. Pierwszy z bohaterów to Rokurota Makabe (Toshiro Mifune), generał rodu Akizuki, którego zadaniem jest przeprowadzenie księżniczki Yuki (Misa Uehara) oraz złota klanu przez terytorium wroga. Jego działania skoncentrowane są na celu, a by ten cel osiągnąć, zdolny jest właściwie do wszystkiego. Skutkuje to w wielu momentach naruszeniem zasad bushido. Na wstępie podstępnie angażuje dwóch mało rozgarniętych chłopów, by pomogli mu z transportem złota. W tym celu posuwa się do niegodnego samurajowi kłamstwa. By zmylić wroga, wydaje w zastępstwie księżniczki swoja własną siostrę, skazując ją tym samym niechybnie na śmierć. Ponadto wszystkich napotkanych ludzi traktuje instrumentalnie jako środek do osiągnięcia celu. Niech nie zwiodą nas jednak pozory. Rokurota dopuszcza się tych wszystkich przewinień w jednym konkretnym celu, który niejako unieważnia niegodziwość środków podjętych do jego osiągnięcia. Tym celem jest bezwzględna służba dla przełożonego, którym w tym wypadku jest księżniczka Yuki. 
Biorąc to pod uwagę, na szczególne potępienie zasługuje instrumentalność w podejściu do drugiego człowieka, co zresztą będzie pierwszym krokiem do finalnego przeobrażenia się obrazu samuraja, które dokona się w Straży przybocznej a później w Sanjuro – samuraju znikąd. Drugi samuraj z Ukrytej fortecy przedstawiony jest przez Kurosawę w sposób bardziej negatywny. Hyoe Tadokoro (Susumu Fujita) to generał klanu Yamana. Podczas nadarzającej się okazji wyzywa Rokurote na pojedynek. Po przegranej walce, kierując się jeszcze honorem, żąda od przeciwnika, by dokończył dzieła i go zabił. Nie jest jednak w swoich działaniach konsekwentny. Gdy Rokurota odmawia wykonania wyroku zamiast samemu odebrać sobie życie i tym samym zachować honor, znosi upokarzające cięgi swojego pana, który za tę przegraną haniebnie go okalecza. Jakby tego było mało, ostatecznie Tadokoro, gdy nadarza się okazja, pomaga w ucieczce pojmanej księżniczce oraz Rokurocie.  Co więcej, ucieka wraz z nimi, samodzielnie zmieniając swojego pana. Nie dość, że postępuje niehonorowo, to występuje przeciwko swojemu suwerenowi. Dodatkowo działania Tadokoro zmuszają widza do ostrożności w stosunku do tej jego "przemiany". Skoro tak łatwo zmienił jednego pana, to dlaczego miałby tego nie zrobić ponownie? Pokazując te dwie postacie Kurosawa jest jeszcze "rozdarty". Lojalny, lecz już nie do końca honorowy Rokurota stanowi dopełnienie dbającego tylko o dobro własnych interesów Tadokoro, tym bardziej, że pomimo iż są wrogami, to równocześnie darzą się wzajemnym szacunkiem niczym przyjaciele. Obydwie postacie to inteligentni kombinatorzy, umiejący tak dopasować się do zaistniałej sytuacji, by wyjść z niej zawsze obronną ręką. Zasady bushido wybierane są przez nich tylko ze względu na swoją czasową funkcjonalność.

Straż przyboczna i Sanjuro – samuraj znikąd to etap końcowy przeobrażeń postaci samuraja w filmach Kurosawy. Bohaterem obydwu filmów jest ronin Sanjuro (Toshiro Mifune) - inteligentny, pomysłowy, odważny, ale co najważniejsze, w swoich działaniach nastawiony jedynie na manipulację prowadzącą do zarobku. Brak podległości względem suwerena jest w jego przypadku normą, która ewoluowała przeobrażając się w czysty instynkt przetrwania. Takie zachowanie nie mogło nie mieć wpływu na jego postawę etyczną. W filmie Straż przyboczna bohater, pomimo tego, iż z pewnością nie brak mu cech prawdziwego wojownika (odwaga, pogarda dla śmierci czy duma), to próżno doszukiwać się wśród nich oznak humanitaryzmu. Za nic ma życie ludzkie, traktując je jako coś z gruntu mało istotnego (poniekąd usprawiedliwieniem może być ogólna pogarda dla życia, także własnego) będącego kartą przetargową dowolnie przez siebie rozporządzaną dla osiągnięcia celu. Akty dobroci (oswobodzenie porwaną przez bandytów Nui [Yoko Tsukasa], lekcja pokory w stosunku do młodego chłopa, który niedawno wszedł na drogę przestępstwa czy w końcu uratowanie Gonjiego [Eijiro Tono]), których się dopuszcza, są li tylko echem honorowego wojownika, jakim w przeszłości mógł być. Dzięki tym przebłyskom miłosierdzia, Kurosawa pozostawia jednak nadzieję dla bohatera. Sympatyzuje z nim i pomimo wszystko chce wierzyć w możliwość jego zmiany… która następuje w kolejnym filmie reżysera opowiadającym dalsze losy bohatera czyli Sanjuro – samuraj znikąd
Po raz kolejny spotykamy znanego już dobrze samuraja i ponownie oglądamy jego wikłanie się w sytuację zastaną. Jednak to nie jest już do końca ten sam bohater. Po pierwsze nie ma w sobie (tak widocznego) bezwzględnego wyrachowania, tej "zimnej" kalkulacji sprzyjającej jego "zabawie" z antagonistami z poprzedniej Straży przybocznej. Tutaj od początku wybiera stronę, po której się opowie i trzyma się jej z godnym podziwu zaangażowaniem. Gotowy nawet, zabijać czy dać się pojmać dla sprawy i to właściwie bezinteresownie. W tym filmie nawet pieniądze nie stanowią siły napędowej dla jego działania. Poza jakąś drobną sumą na jedzenie odliczoną przez siebie na początku filmu, nie żąda i nie otrzymuje żadnej zapłaty. Można czasem odnieść wrażenie, iż znalazł "pana", któremu chciałby służyć. Po drugie i najważniejsze - w kwestii etycznej zmienia się jego podejście do przeciwnika, do drugiego człowieka, czyli humanitaryzmu. "Sanjuro zrozumie, że nie istnieją ludzie, którzy zasługują na śmierć, że życie ludzkie nie może być przedmiotem zimnych kalkulacji korzyści i strat. Wojownik uświadamia sobie, że w gruncie rzeczy był Wilkiem i uczy się współczucia. W swym antagoniście Hanbeiu dostrzega samego siebie, swojego duchowego sobowtóra". Wziąwszy powyższe pod uwagę, zauważyć należy, że ostateczny obraz wojownika, jaki przedstawia nam reżyser, nie jest aż tak odległy od kodeksowego ideału. Wyrzucony z niego zostaje "tylko" jeden imperatyw (służba wobec suwerena) a reszta zasad pozostaje w niezmienionej formie. Oczywiście droga, jaką przebywa samuraj w filmach Kurosawy od jego idealnej postaci z Siedmiu samurajów do wersji z Sanjuro – samuraj znikąd nie pozostaje niezmieniona. Tamten wojownik był pełen ideałów, za które gotowy był ponieść najwyższą cenę, Sanjuro natomiast, to cynik, który nie ma względem siebie i innych żadnych złudzeń. Umiejętnie rozgrywa własną partię szachów, swoich przeciwników traktując tylko jak pionki na planszy, niczym przeszkody do osiągnięcia zamierzonego celu.W filmie Sanjuro – samuraj znikąd powraca do niego (lub je dopiero nabywa) współczucie dla bliźniego czyniąc z niego samuraja zbliżonego do ideału ze wszech miar ludzkiego.
O ile jednak w Straży przybocznej poza głównym bohaterem w filmie nie było właściwie żadnego samuraja, tak już w Sanjuro – samuraju znikąd intryga rozgrywa się wyłącznie pomiędzy wojskową szlachtą. W ich przypadku (w odróżnieniu od głównego bohatera) "wykroczeniem" poza normy kodeksu, jest pragnienie niezasłużonej władzy, a co za tym idzie, sprzeniewierzenie się służbie suwerenowi. Kurosawa kreśli obraz wojowników (szczególnie tych zajmujących wyższe stanowiska w wojskowej hierarchii) jako tchórzliwych intrygantów, podstępnie chcących zdobyć zaszczyty. To oczywiście uderza również w sam honor samuraja, cnotę, która zepchnięta zostaje przez nich na plan dalszy. Ostrze krytyki reżysera zwrócone jest również w stronę samurajów pozytywnie przedstawionych w filmie. W sumie są honorowi, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w swoich działaniach są zupełnie bezmyślni. Nie potrafią oceniać w sposób właściwy zaistniałych sytuacji, a to może być (bo często na to wygląda) skutkiem ślepego podążania za wyobrażoną powinnością samuraja, co najczęściej prowadziłoby do niechybnej śmierci (gdyby nie interwencja głównego bohatera). 
Wspomnieć należy również o niemal lustrzanym odbiciu głównego bohatera czyli Hanbei Muroto (Tatsuya Nakadai). Inteligentny, przebiegły, trzeźwo patrzący na rzeczywistość, całkowicie ze sobą szczery ("-Superintendent jest tym złym. - Ale on jest twoim... - Panem. Ciągnie swój do swego. Też jestem zły".) oraz honorowy (nie mogąc znieść obrazy wyzywa na pojedynek Sanjuro). Wydaje się, że różnica pomiędzy nimi znajduje się właśnie w służbie suwerenowi. Sanjuro to samotny wilk, który sam podejmie decyzję, a co za tym idzie - i działania wpływające na obraz jego jako wojownika (takim jakim on chce go widzieć). Hanbei Muroto natomiast w pewien sposób "skażony" jest podległością wobec, w tym wypadku niemoralnego, przełożonego. Znamienne jest jednak to, że działa świadomie i wcale nie oszukuje innych, a tym bardziej siebie, co do pobudek nim kierujących ("- Kikui jest bystry. Ale to mały człowiek. Jeśli uzyska kontrolę nad klanem... - Załatwimy go. – Dokładnie".). Tak jak w powiedzeniu: ryba psuje się od głowy, tak władza swoim zdegenerowaniem, "zaraża" wszystkich będących bezpośrednio w jej zasięgu.